Szanowni i Drodzy Koledzy!

showpic('left','','','','img/nil/gazeta/n200803/n20080307a_small.jpg','img/nil/gazeta/n200803/n20080307a.jpg');

Minęło ponad 40 lat od pierwszego w Polsce przeszczepienia nerki pobranej od osoby zmarłej. Byłem jedną z osób uczestniczących w tym zabiegu i opiekowałem się poddaną mu chorą i kolejnymi podobnymi pacjentami w okresie pooperacyjnym. Rozwój programu przeszczepiania narządów następował powoli. Brakowało przepisów prawnych, odpowiedniej liczby przygotowanych ośrodków i wyszkolonych profesjonalistów, ale przede wszystkim ten nowy sposób leczenia był obcy zarówno środowisku lekarskiemu, jak i społeczeństwu. Początkowo przez kilkanaście lat przeszczepiano jedynie nerki; udane przeszczepienie serca wykonane w 1986 r. przez profesora Zbigniewa Religę wyraźnie poprawiło atmosferę społeczną wokół tego sposobu leczenia i spowodowało, że liczba wykonywanych operacji przeszczepienia nerek, serca, a później i wątroby wzrastała co roku.
W 1996 r. parlament uchwalił ustawę o pobieraniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów. Ustawa ta w pełni uregulowała wszystkie aspekty medyczne i prawne transplantacji. Ustanowiono, że wolno pobierać narządy od osób zmarłych, jeżeli człowiek ten za życia nie wyraził sprzeciwu. Określiła zasady dotyczące rozpoznawania śmierci mózgu przez niezależną komisję, określiła, w jakiej sytuacji możliwe jest pobieranie nerki (i fragmentu wątroby) od dawców żywych. Ustawa ta została znowelizowana zgodnie z Dyrektywą Europejską przed dwoma laty.


Wprowadzona ustawa i wysiłek całego środowiska lekarskiego oraz poparcie samorządu lekarskiego spowodowały, że pod względem liczby przeszczepianych narządów pobieranych od zmarłych przed 2 laty znaleźliśmy się w pierwszej połowie krajów Unii Europejskiej. Niestety, w ubiegłym roku, prawdopodobnie między innymi na skutek niektórych wydarzeń polityczno-medialnych, doszło do zmniejszenia liczby narządów pobieranych od osób zmarłych o 45%. Dokonaliśmy zaledwie 651 przeszczepień nerki, 178 wątroby i 63 przeszczepień serca. Brak danych, ilu chorych zmarło nie doczekawszy zabiegu.
Zazwyczaj uważaliśmy, że zbyt mała liczba wykonywanych przeszczepień wynika z niepełnej akceptacji społecznej tej metody leczenia. Wydaje się jednak, że obecnie równie istotną przyczyną staje się pewna niechęć naszego środowiska do identyfikacji możliwości pobierania narządów od zmarłych oraz odmowa uczestniczenia w komisyjnym rozpoznawaniu zgonu. Moim zdaniem jest w tym wiele prawdy.
Po ukazaniu się apelu do społeczeństwa, parlamentu i środowiska lekarskiego w "Gazecie Wyborczej" 29 stycznia br. miałem kilka telefonów od nie znanych mi osób, które mówiły mi, że po zgonie ich bliskich, lekarze odmawiali ich prośbie o pobranie narządów. Odpowiadałem moim rozmówcom, że były to zapewne nieliczne przypadki. Podejrzewam jednak, że to nieprawda!
Doskonale rozumiem, że pomówienia o zabijanie pacjentów w celu uzyskania narządów dla korzyści materialnej, są obrzydliwe. Sam byłem w ubiegłym roku podmiotem wielu pomówień w kilku gazetach. Wiem, że aktualna sytuacja w ochronie zdrowia, jałowe dyskusje w sejmie (przy pustej sali), nasze zarobki i brak perspektyw mogą powodować zniechęcenie. Uważam jednak, że walcząc o nasze prawa, powinniśmy pokazać, że nie zapominamy jednocześnie o obowiązku ratowania życia naszych chorych. A przeszczepianie narządów jest zabiegiem ratującym życie.
Pamiętajmy, że nie ma przeszczepienia narządu bez jego pobrania od osoby zmarłej. Nie ma pobrania bez identyfikacji możliwości pobrania!
Pokażmy społeczeństwu, że walcząc o swoje słuszne prawa nie zapominamy o ludziach, którzy bez naszej pomocy umrą.

Wojciech Rowiński

Prof. Wojciech Rowiński jest chirurgiem. Brał udział w pierwszym udanym przeszczepieniu nerki w Polsce w 1966 roku. Jest konsultantem krajowym w dziedzinie transplantologii klinicznej.


Gazeta Lekarska 2008-03 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.

Prawo