Gazeta Lubuska

Gazeta Lubuska

GAZETA LUBUSKA (2010-07-20 Autor: DANUTA KULESZYŃSKA)

Możesz oddać swoje serce

Danuta Kuleszyńska, 68 324 88 43, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 - Nerki, czy wątroba nie rosną na drzewie. Deklarując, że w razie śmierci można pobrać nasze organy, ratujemy komuś życie. Oświadczenie woli warto nosić przy sobie - mówi prof. Wojciech Rowiński, konsultant krajowy w dziedzinie transplantologii.

- Dlaczego jest w ludziach opór przed oddaniem narządów do transplantacji?

- Są to zwykle decyzje irracjonalne. W momencie, gdy umiera osoba bliska człowiek myśli wyłącznie o tragedii. Nie jest w stanie zastanowić się nad tym, że ktoś inny mógłby żyć dzięki pobranym narządom. W Hiszpanii przeprowadzono badania nad motywami ludzi, którzy mówią ,,nie”. I one są bardzo różne. Na przykład rodzina odnosi wrażenie, że personel szpitala źle traktował bliską osobę, że pacjent był źle leczony, więc o pobraniu narządów nawet nie chcą słyszeć. Inną z przyczyn jest wymówka, że Kościół jest przeciwny. A to nieprawda.

 

Gazeta Lubuska

GAZETA LUBUSKA (2009-09-15 Autor: KATARZYNA BOREK Str.: 10)

 

Żyję z nerką 52-letniego mężczyzny

Rozmowa z Lesławem Batkowskim, który ma przeszczepioną nerkę

- Kiedy dowiedział się pan, że jest chory?
- W 1985 roku trafiłem do szpitala z podejrzeniem nowotworu. Ni stąd, ni zowąd dowiedziałem się od lekarzy, że gdybym miał raka to byłoby… fajnie, bo mam coś gorszego. Wielotorbielowatość obu nerek, która prowadzi do ich całkowitego zniszczenia. Fachowcy z całego kraju, do których jeździłem powiedzieli mi, że pożyję jeszcze z 15 lat. Pod warunkiem, że będę bardzo higienicznie żył. Zabronili mi uprawniania żeglarstwa, które uwielbiałem. Jeden lekarz stwierdził, że kolejny raz wykąpię się w morzu, jak mi żona na plaży grajdoł wykopie i do niego wody naleje…

 LESŁAW BATKOWSKI Żona (ta sama od 41 lat). Dwie wnuczki oraz dwie córki (twarde, waleczne babki). Pasje ma dwie. Zielona Góra i wszystko, co się z nią wiąże (jest prezesem Stowarzyszenia Zielonogórskie Perspektywy) oraz żeglarstwo. Od 10 lat jednak nie pływa, bo po przeszczepie trzeba unikać słońca. Ma jednak propozycję rejsu po Morzu Śródziemnomorskim w listopadzie. I kto wie, czy z niej nie skorzysta&  (Fot. Paweł Janczaruk)
LESŁAW BATKOWSKI Żona (ta sama od 41 lat). Dwie wnuczki oraz dwie córki (twarde, waleczne babki). Pasje ma dwie. Zielona Góra i wszystko, co się z nią wiąże (jest prezesem Stowarzyszenia Zielonogórskie Perspektywy) oraz żeglarstwo. Od 10 lat jednak nie pływa, bo po przeszczepie trzeba unikać słońca. Ma jednak propozycję rejsu po Morzu Śródziemnomorskim w listopadzie. I kto wie, czy z niej nie skorzysta (Fot. Paweł Janczaruk)
- Rozumiał pan powagę tej diagnozy?
- Ja byłem człowiekiem, który wcześniej przepłynął jachtem Atlantyk! Roznosiła mnie ułańska fantazja. Wmawiałem sobie jakoś to będzie, bo czułem się dobrze i wciąż żyłem aktywnie - bo chore nerki nie bolą. Ale wyniki miałem coraz gorsze. W 1999 roku wylądowałem na pierwszej dializie i odtąd miałem je trzy razy w tygodniu po cztery, pięć godzin. Na oddział jeździłem wieczorami, bo w dzień normalnie pracowałem, wówczas jako członek zarządu miasta Zielona Góra.

Kilkugodzinne dializy trzy razy w tygodniu… Tak, trudno to wytrzymać, ale dzięki nim żyłem i to ciągle aktywnie. Gdyby jakiś geniusz ludzki nie wymyślił sztucznej nerki, to od 1999 roku Lesław Batkowski byłby tylko nazwiskiem na nagrobku. Niektórzy dializy przeżywają łatwo, inni znacznie trudniej. Widziałem takich, których po wszystkim wynosili na noszach. Miałem to szczęście, że mogłem odjechać za kierownicą własnego auta. Ja nawet na wakacje jeździłem! Z żoną, z wnuczkami, w góry, nad morze. Na dializy umawiałem się w tamtejszych szpitalach, służbowe wyjazdy też tak rozwiązywałem. Po obowiązkach reprezentacyjnych reszta gości miała część nieoficjalną - ja dializę. Celowo to opowiadam, by pokazać, że nie trzeba być zamkniętym w granicach własnego miasta i szpitala.

http://www.gazetalubuska.pl
GAZETA LUBUSKA (2007-04-07 Autor: SYLWIA MALCHER-NOWAK)

Dajmy z siebie wszystko!

 W połowie marca, w zielonogórskim szpitalu udało się pobrać od zmarłego dwie nerki. Pierwszy raz od wielu miesięcy.


Rok temu w Trzebnicy po raz pierwszy w kraju przeszczepiono pacjentowi rękę od zmarłego dawcy. Swoją stracił kilkanaście lat temu. Operacja zakończyła się sukcesem!

-Niebywały sukces! - podkreśla Władysław Kościelniak, ordynator oddziału intensywnej terapii. - Po tych wszystkich skandalach w mediach, rodziny zmarłych nawet nie chcą o tym słyszeć.

Dawcą był 20-letni chłopak. Zginął w wypadku, miał czołowe zderzenie. Jego nerki przeszczepiono z powodzeniem dwóm młodym osobom. Komu? To tajemnica.

- Tylko delikatnie sugerowaliśmy rodzinie, że podejrzewamy śmierć pnia mózgu - wspomina Kościelniak. - Nie było z naszej strony żadnych nacisków. Ku naszemu zdziwieniu, bracia i matka pacjenta sami zaproponowali, by pobrać od niego narządy. Coś takiego zdarzyło mi się pierwszy raz. Z reguły rodzina się sprzeciwia.

 

 Rok temu w Trzebnicy po raz pierwszy w kraju przeszczepiono pacjentowi rękę od zmarłego dawcy. Swoją stracił kilkanaście lat temu. Operacja zakończyła się sukcesem! (fot. FotoRzepa)
Rok temu w Trzebnicy po raz pierwszy w kraju przeszczepiono pacjentowi rękę od zmarłego dawcy. Swoją stracił kilkanaście lat temu. Operacja zakończyła się sukcesem! (fot. FotoRzepa) 

 

Prawo